by Basia Borodziewicz Aug 14, 2010 Yesterday, we crossed the finish line into Anchorage. The final ride was rainy, cold, and wonderful. I spent the miles joking with Angela and Mariana, speaking in random accents and singing our usual songs. I rode with Arvin and after our last moment son T4K we crossed the finish line together triumphantly. Step by step I'm washing off the outward signs that show I spent 70 days on a bike. After my excessively long shower, all that remained was a huge pile of dirty laundry, which I actually noticed stank now that I was clean. The whole ride and especially the last few days will stay with me forever. Somewhere between the camping, the mountain house meals, morning mess kit wash,and freezing nights we let the entire summer sink in. We realized we have to go our separate directions, so we used our last days to reflect and think about the future. I can't comprehend the entire ride yet, but as I start looking through my journal and pictures I will start piecing it together. I was welcomed on the finish line by familiar faces (Arvin's parents among many other). I received a wonderful package from home, with truly clean clothes and "real world" shoes. I also had a wonderful surprise waiting - many letters and post cards from all over the world. My mom posted my final address to ask her blog and friends to write me letter. Now I'm processing the past 70 days and wondering what to do next. Pictures are going up! -- Wczoraj przejechalam ostatnie 20 mil i wiejchalam do Anchorage. Spedzilam nasza ostatnie jazda z Mariana i Angela. Spiewalysmy nasze piosenki i zartowalysmy przez polowe drogi. Potem z Arvinem skonczylam jazde. Chociasz pierwszy raz przez cala wyciecze jechalismy w deszczu, skonczylismy jazde z triumphem. Teraz powolutki zmywam z siebie zewnetrzne znaki ze jechalam przez 70 dni na roweze. Po dlugim prysznicu, tylko zostalo mi duzo smierdzacego prania. Za to zostanie mi na zawsze cala jazda, szczegulnie ostatnie dni. Wczasie naszego obozowania, obiady z paczki, zmywanie naczyn, zimnych noc, zaczelismy myslec o koncu. Pozwalalismy powoli letcie wsiakac. narazie nie rozumiemy wszystkiego, ale niedlugo jak bede przegladala moje wpisy i zdiecia moze troche lepiej bede mogla opowiadac i zrozumiec lato. Na koncu spotkali mnie rodzice Arvina. Milo bylo nam zobaczyc znane twarze. Z domu dostalam swietne paczki z czystymi ubraniami. Najlepsza byla niespodzianka wszystkich listow. Mama wyslala nasz ostatni address do ludzi z blogu Bobika o kturym zawsze duzo slysze. Milo bylo przeczytac wiadomosci i wsparcie od tylu ludzi! Teraz po prostu pozwalam wspomnieniom wracac kiedy bede gotowa i przygotowuje sie do zycia. zdiencia juz sa gotowe!
|
|
©2010 Texas 4000 for Cancer ("Texas 4000"), All Rights Reserved. All logos and names are registered trademarks of the respective companies. |