Finally riding/wreszcie jezdzimy
by Basia Borodziewicz
Feb 07, 2010

(Po Polsku napisalam na dole tym razem)

So I've finally gotten my bike and I'm now on a mission to find the perfect name. Suggestions anyone?

I need a name that fits a sleek, black, fast moving, cancer fighting-machine.

Having this bicycle has really made a difference in my training, or maybe it has something to do with our fitness chairs' rigorous riding schedule. Either way, I'm now logging about 60 miles a week and loving it. So far I've ridden along 360, which is an incredibly hilly and fun route. I've had one flat, caused by a crooked nail which took several minutes to yank out of my tire (thank you Dan and Jared). Best of all, I'm feeling my conditioning get drastically better, even after just three weeks.

I went on a run today - fyi I never run - and conquered four miles without even thinking about it. Well, I actually thought about it a lot, just in a very positive and self congratulatory way.

I know four miles may not seem that impressive, but I've seen my progress from the start of this year. My first run this year, which was five miles, left me panting and unable to speak. After today's run I felt like I could have kept running all day.

Anyway back to the biking, and then I'll move on to the more serious subject - cancer.

I really love biking. I get to hang out with a group of fun and hilarious people as we tour Austin and its surroundings. I also get to eat anything and everything I want post a ride. I'm sure many of us will agree - the post ride shower and food combination is one of the best feelings ever. Point being, Torchy's Tacos is going to be seeing a lot of sweaty-Basia this year.

So as you can see, I'm incredibly excited for this trip and about biking. However, we do have a serious issue to keep in mind. Why are we doing this? Well the simple answer - we're fighting cancer. I forget about that aspect many times wile hanging out with the team, having a blast. Each Monday meeting, however, I'm reminded about the real reason all this is happening. Lately, team members have been sharing "Why I ride" stories, and they really put in perspective how everyone should value their life and health. These stories make me realize more and more how many people cancer has affected and why it is important to continue fighting for this cause. I think joining the team has made me appreciate that even more. Good job t4k.

--- A teraz zmieniam jezyk ---

Wiec to bedzie mniej wiecej to samo tylko po Polsku. Wreszcie dostalam rower! Teraz tylko musze wymyslec nazwe dla niego. Jak ktos ma jakis pomysl to chetnie go przyme.

Czyli potrzebuje imie kture passuje do smuklego, czarnego, szybkiego, rako-zwalczajacego roweru.. zorro?

No wiec ten rower, lub moze nasi trenezy intensywni, zmusza mnie do jezdzenia wiecej niz 60 mile na tydzien! Zmusza to moze nie prawidlowe slowo poniewasz to mi sie strasznie podoba. Juz dwa razy przejechalam dluga trase ktura sie nazywa 360, znana z wielkich pagurkow. Pierwszym razem byl straszny wiatr i prawie ze odmorzilam rece! Od tego mometu nigdy nie zapomne rekawiczek w domu. Na dodatek zepsulam jedna opone przez zagiety gwozdz, ale przez to sama umiem zmienic opone (co prawda chlopacy pomogli mi wyciagnac gwozdz). No i najwazniejsze z tego wszystkiego jest ze moja kondycja sie poprawila drastycznie!

Wlasnie wrucilam z biegu krutkiego (za tydzien mam 13 mile przebiedz) i dzisiaj z zadnym trudem przbieglam 4 mile. Co prawda to nie tak duzo ale semestr temu po pieciu to ledwie moglam oddychac. Teraz czulam sie jakbym mogla jeszcze caly dzien biec! Wiec czuje sie dosyc dumna z tej krutkiej dzisiejszej wyprawy.

No ale jeszcze troche o rowerach. Uwielbiam jezdzenie z ta druzyna. Poznaje caly Austin z swietna grupa studentow, i czesto strasznie smiesne zeczy widzimy albo powodujemy. No i po wyprawie na roweze moge jesc to co mi sie podoba. Duzo ludzi sie zdogdzi ze mna ze jedna z najlepszych czesci wyprawy jest wrucenie do domu, prysznic, i goracy obiad! mmm

Chyba widac ze jestem bardze chetna do tej podruzy i wogule do jezdzenia. Przez to jest czasami latwo zapomniec dlaczego tak naprawde jade az do Alaski..na roweze! A w kazdy poniedzialek przypominam sobie. Na naszych spotkaniach ludzie czesto dziela sie swoimi historjami. Wiele ludzi sami mieli raka, wiele maja rodzine w szpitalach teraz, tydzien temu jednej z moich kolezanek mama odnalazla ze ma raka piersi, a drugiej przyjaciulka niestety przegrala swoja walke z rakiem. Wiec sluchajac tego wszystkiego naczynam co raz bardziej brac pod uwage jak wazne i nie pewne jest nasze zdrowie i zycie. Moze dlatego tak bardzo podobaja mi sie nasze wyprawy rowerowe - na nich czuje sie zdrowa i pelna zycia.

No i koniec, sprubuje w tym tygodniu dowiedziec sie jak zdiencia moge tu umiescic.

Caluje/Pozdrawiam!



Back to Basia Borodziewicz's journal

B_preview
B_volunteer
B_give